Polihalit potrzebuje portu. Ale wybór lokalizacji wymaga czegoś więcej niż wskazania najbliższego nabrzeża.
Ponad 303 miliony ton zasobów geologicznych polihalitu w złożu Mieroszyno w powiecie puckim to szansa, która zasługuje na poważne potraktowanie. Projekt KGHM może wzmocnić polski sektor nawozowy, bezpieczeństwo surowcowe kraju i potencjał eksportowy Pomorza. Jego przygotowanie potrwa jednak lata. Właśnie dlatego już teraz trzeba rzetelnie zaplanować cały łańcuch logistyczny. (Biuro prasowe KGHM Polska Miedź)
O konkurencyjności tego przedsięwzięcia będzie współdecydować koszt każdej tony dostarczonej odbiorcy.
Do rachunku trzeba włączyć transport z kopalni, magazynowanie, przeładunek, parametry obsługiwanych statków oraz utrzymanie infrastruktury. Dochodzą do tego koszty ponoszone przez otoczenie: hałas, obciążenie dróg, zajęcie przestrzeni i ewentualne ograniczenia dla innych działalności gospodarczych. One również mają znaczenie, nawet jeśli nie pojawią się w bilansie operatora terminala.
Władysławowo jest rozważane jako miejsce eksportu polihalitu. Z dostępnych informacji wynika jednak, że analizy trwają, a ostateczny model transportu nie został przesądzony. To właściwy moment, aby porównać warianty, zanim publiczne pieniądze i decyzje administracyjne utrwalą jeden kierunek. (zawszepomorze.pl)
Spójrzmy więc na Władysławowo spokojnie, ale bez taryfy ulgowej.
Port działa od 1938 roku, ma tradycje rybackie i obsługuje także turystykę morską. Leży u nasady Półwyspu Helskiego. To konkretne uwarunkowania przestrzenne i gospodarcze, które przyszły terminal musi uwzględniać. (połowy i przetwórstwo ryb, stocznia, port)
Jak miałby zostać zorganizowany dowóz surowca? Jaką przepustowość zapewni kolej? Gdzie powstaną magazyny i jak zostaną zabezpieczone operacje przeładunkowe? Jak ograniczone zostaną hałas oraz ryzyko pylenia? Kto zapłaci za rozwiązania chroniące mieszkańców i lokalne przedsiębiorstwa?
Mieszkaniec, rybak czy właściciel pensjonatu ma prawo oczekiwać odpowiedzi równie konkretnych jak zapowiedzi korzyści z inwestycji.
W tym porównaniu swoje miejsce powinna mieć koncepcja Portu Haller w rejonie Lubiatowa–Kopalina. Jej autorzy wskazują istotne atuty:
✅ ponad 300 hektarów terenów, które mogłyby zapewnić przestrzeń dla zaplecza logistycznego;
✅ głębokość morza 12,5 metra około 1,5 kilometra od brzegu — parametr wart analizy, choć wymagający zaprojektowania dostępu i infrastruktury portowej;
✅ możliwość wykorzystania infrastruktury powstającej dla elektrowni jądrowej. Autorzy koncepcji podają wartość minimum 4,762 miliarda złotych dla infrastruktury drogowej, kolejowej i morskiej. (Port Haller)
Z tych założeń wynika argument, który warto sprawdzić: wspólne wykorzystanie infrastruktury może poprawić efektywność wydatków publicznych i stworzyć przestrzeń dla kolejnych inwestycji.
Koncepcja Portu Haller dotyczy jednak przede wszystkim przeładunków Ro-Ro. Obsługa polihalitu wymagałaby odrębnej oceny technicznej, ekonomicznej i środowiskowej. To samo dotyczy wpływu na turystykę i mieszkańców tej części wybrzeża. (Port Haller)
Wniosek jest konkretny: Port Haller zasługuje na rzetelną analizę porównawczą.
Bliskość Władysławowa względem złoża jest argumentem, ale jej rzeczywistą wartość pokaże dopiero pełny rachunek: nakłady inwestycyjne, koszt transportu i przeładunku jednej tony, niezawodność dostaw, możliwości rozbudowy oraz skutki środowiskowe dla otoczenia.
Jeżeli Władysławowo wygrywa w takim porównaniu, pokażmy liczby. Jeżeli korzystniejszy okaże się wariant lubiatowski, uwzględnijmy go w decyzji.
Polihalit może być wydobywany przez dziesięciolecia. Decyzja o jego zapleczu portowym będzie miała równie długie konsekwencje.
Zanim wydamy miliardy, pokażmy, dlaczego właśnie ta lokalizacja najlepiej służy gospodarce i mieszkańcom Pomorza.


